poniedziałek, 8 czerwca 2015

Rozchodzi się jednak o to, żeby te plusy nie przesłoniły Wam minusów!

belka na strychu

Zapowiedziałam rozprawienie się z nowym mieszkaniem w punktach.
Jak wiecie, nie skaczę z radości na myśl o przeprowadzce, ale muszę być uczciwa i przyznać, że nowe mieszkanie ma pewne plusy względem starego.

Jak kto wytrwały, zapraszam do lektury.

Plusy ujemne nowego mieszkania:

-zacznę od najważniejszego i wspomnę o tym tylko raz, ponieważ mogłabym rozwinąć to na milion podpunktów:
nie jest zlokalizowane na Śląsku - wiąże się z tym szereg przykrości. Koniec.

-znajduje się przy ulicy - no, od okien to jest kilka metrów, ale jednak przy ulicy.

-mieści się na parterze - na parterze mieszkałam przez 25 lat i było dobrze. Od 5 lat mieszkam na drugim piętrze i jest lepiej! Nie muszę zasłaniać okien (poza sypialnią), nie mam obawy, że ktoś dostanie się do mieszkania drogą inną niż drzwi wejściowe. I patrzę na ludzi z góry. Zawsze lepiej jest patrzeć na ludzi z góry. Zapytajcie jakiegokolwiek kota.

-nie jest tak jasne, jak obecne - do tego chyba najtrudniej będzie się przyzwyczaić. W dużej mierze wynika to z poprzedniego punktu. Parterowe mieszkania są zawsze trochę ciemniejsze. Nasze dodatkowo jest mocno osłonięte drzewami. Mały pokój, który aktualnie ma prawie czarną podłogę, a który będzie pokojem dziecięcym, nazywam na razie dziuplą. Oby udało mi się go rozjaśnić, w przeciwnym razie moją córkę od lat wczesnodziecięcych będzie cechował nastrój niczym z poezji E.A. Poego. Brak światła+moje geny - mroczna natura gwarantowana!

-nie ma wrót - zamiast ogromnych, dwuskrzydłowych drzwi, ma drzwi mniejsze nawet niż współczesny standard. Pieszczotliwie nazywamy je śluzami. Wysokość pomieszczeń jest zbliżona do starego mieszkania - 3 m, więc te małe drzwi naprawdę sprawiają wrażenie przesmyków. Drzwi do łazienki są dodatkowo węższe niż wszystkie pozostałe. Chociaż to moglibyśmy rozpatrywać w kategorii plusów - naszą wagę będzie to trzymać w ryzach.

Plusy dodatnie nowego mieszkania:

-znajduje się przy ulicy - wiem, narzekałam, oczywiście - hałas, spaliny itd. Aleee znajduje się przy takiej ulicy:

zdjęcie stąd

A my lubimy bruk. Zwłaszcza w deszczu. I lubimy drzewa. W dodatku otworzą mi przy tej ulicy Lidla, a lubimy też Lidla (lody orzechowe!!!)

-ma potencjał - tak mówi każdy, kto je widział i wie, że trafiło w nasze ręce. Nie jest to ogromne, przestronne mieszkanie w kamienicy (chociaż liczbę pokoi i metraż ma dokładnie taki, jak stare mieszkanie) i pewnie na pierwszy rzut oka jest mniej efektowne, ale na pewno jego rozkład jest bardziej klasyczny. Żeby nie powiedzieć "praktyczny". No coś się z niego wydusi.

-ma oryginalne dębowe parkiety w pokojach - parkiety, jak i samo mieszkanie, a właściwie cała dzielnica, są z 1943 r., w dobrym stanie, wymagają jedynie wycyklinowania. Ułożone nietypowo, bo w cegiełkę, a nie jodełkę. Drewno! Nareszcie! 

-ma oryginalne jesionowe dechy w przedpokoju - stan podłogi w przedpokoju jak przy parkietach, do cyklinowania. Ale wiecie, wyglądają jak podłogi z Alvhemmakleri.

-na podłodze w łazience jest lastryko! - wiem, niewielu pewnie znajdzie się amatorów lastryko i prawdopodobnie większość ludzi zastąpiłaby je jednak nowoczesnymi kafelkami, na szczęście poprzedni właściciele podejście mieli podobne do naszego i lastryko ocalało. Mnie się podobało od zawsze, jest oldschool. A w podłodze jest odpływ, więc sprzątanie łazienki - level easy!

-przy łazience będąc: ma piękną retro umywalkę z '43 - przy naszej pierwszej wizycie w mieszkaniu, poprzedni właściciele oznajmili, że umywalkę zabierają. Pomyślałam wtedy "nie dziwię się, wygląda drogo, pewnie jakiś nowy Villeroy&Boch". A to staroć. Ostatecznie postanowili jednak nie wyrywać jej ze ściany. Jupi!

-ma drewniane drzwi i okna - zero plastiku. Okna nie są oryginalne, ale wprawiono drewniane, z bardzo wygodnymi mechanizmami otwierania. No i są ogromne. Jeszcze większe niż w dotychczasowym mieszkaniu. Drzwi są oryginalne, wszystkie się zamykają (klamki i zamki też oryginalne), jedynie łazienkowe nieco wypaczone. Rozpatrujemy to w kategoriach dodatkowej wentylacji :-) 
Dziś Mąż Krzysztof dokonał nawet testów w zakresie oczyszczania drzwi ze starej farby. Podobno odchodzi łatwiej, niż naleśnik z teflonowej patelni:


-ma miejsce na kominek - co sprawia, że punkt "mieści się na parterze" nabiera pozytywnego wydźwięku. Właśnie w momencie kiedy to piszę, kominy są udrażniane, a stare piece burzone (bardzo brzydkie niestety i w złym stanie) - jednym słowem przygotowania pod kominek trwają.

-ma spiżarkę!!! - to, oprócz drewnianych podłóg i jeszcze jednego smaczku, chyba największa jego zaleta. Marzyła mi się taka oldschoolowa spiżarka zawsze. Nie jest może potężna, ale na pewno większa niż zwykła szafka - 1,5 m2.

-ma trzy piwnice i strych - przestrzeni do składowania ogrom. Jedna piwnica była pracownią poprzedniego właściciela, jest więc ocieplona, z nową drewnianą podłogą i już wiem, że jej głównym przeznaczeniem będzie "pokój rowerowy" :-)

-ma pokój na poddaszu - oprócz piwnic i klasycznego strychu, na górze jest też wyremontowany pokoik, który poprzedniemu właścicielowi służył za biuro. U nas na razie pewnie będzie pełnił rolę szafy zimowej, ale ponieważ naprzeciwko niego jest stary, zdezelowany kibelek, może dogadamy się kiedyś z sąsiadami, wyremontujemy ten wucecik i będzie pokój dla gości?

-ma ogródek :-) - jest go co prawda jakieś 400 m2 do wspólnego użytku z drugą rodziną w budynku, a jego połowa jest od strony ulicy, ale... OGRÓDEK! Do tej pory nie mieliśmy nawet balkonu, a teraz znajdzie się i miejsce na grilla, i na suszenie prania, i na jakiś mały basenik latem dla latorośli.

-i na koniec, cytując Męża Krzysztofa, ma fioletowe kwiatki co kwitną! - nie pytajcie, o jakie kwiatki chodzi, bo chyba już przekwitły, a ja tam prędko nie zawitam, ale entuzjazm w głosie małżonka świadczył o ich bezsprzecznej wyjątkowości :-)

To tak pokrótce. Mogłoby się nawet wydawać, że nie jest tak najgorzej. Ale nie dajcie się zwieść! Nie możemy pozwolić, by plusy dodatnie przysłoniły nam plusy ujemne! ;-)

A na sam koniec i wyjątkowo serio, największym plusem nowego mieszkania jest to, że zamieszkamy w nim znowu jako rodzina. W końcu będziemy razem. A za kilka miesięcy będziemy jeszcze bardziej razem, niż kiedykolwiek wcześniej. I ten plus musi kasować wszystkie minusy.

Co nie oznacza, że nie będę już narzekać. Wiadomo - będę ;-)

3 komentarze:

  1. ekhm, chyba zapomniałaś o jeszcze jednym plusie dodatnim!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ale to miałam tak z nazwiska wymieniać? ;-) Państwo dohtorostwo!

      Jednak, jeśli się przyjrzysz, to zobaczysz, że raczej nie uwzględniałam atutów/wad lokalizacji, a jedynie mieszkania sensu stricto ;-)

      Usuń
    2. tylko winny się tłumaczy ;P

      Usuń